MENU

Skandal w Sejmie

22 kwietnia 2017

Wczoraj w polskim parlamencie zdarzyło się coś, co zostało okrzyknięte skandalem. Media libertyńskie nie kryły oburzenia. I mieli rację, to rzeczywiście był skandal. Tylko owe media źle dojrzały skandalistów, których było wielu. Normalnych ludzi było tylko kilkunastu.
Otóż podjęto uchwałę z okazji dziewięćdziesiątej rocznicy urodzin, niedawno zmarłego kolegi Mazowieckiego. W czasie odczytywania treści uchwały kilkunastu posłów opuściło salę sejmową, ponieważ nie mogli znieść kadzenia. Potem wrócili i głosowali przeciw uchwale. Wśród nich było kilku posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz kilku więcej z ugrupowania Pawła Kukiza. Ci właśnie posłowie postąpili godnie, rozsądnie i uczciwie. Pozostali wywołali skandal. Media libertyńskie widziały to jak zwykle na opak.
Honorowanie kolegi Mazowieckiego nie jest dobre, ponieważ on na to nie zasługuje. Przedstawia się go jako autorytet, ale inteligencji nie starczyło mu do zdobycia wyższego wykształcenia. Nie było to przeszkodą do prowadzenia pracy dziennikarskiej bez jakichkolwiek kwalifikacji ku temu zawodowi, ani nawet w zostaniu redaktorem naczelnym dziennika "Słowo Powszechne". Oczywiście zgodnie z komunistyczną zasadą "nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Jego prawdziwym zawodem był katolik. Tak, choć brzmi to dziwnie, otrzymywał wynagrodzenie za udawanie katolika. Udawał katolika, który współpracuje z reżimem komunistycznym, działał w pierwszej linii frontu walki ideologicznej. W teorii nazywamy to czarną propagandą. Ale to mu nie wystarczyło, angażował się w bezpośrednie ataki na Kościół Katolicki. Potępiał, opluwał Biskupa Kaczmarka w 1953 roku.
Wikipedia go broni jak może. Przykładowo: "W 1952 był jednym z bohaterów broszury "Wróg pozostał ten sam" (wydanej przez PAX, Warszawa 1952), która zawierała zbiór wypowiedzi księży i działaczy katolickich przeciwnych remilitaryzacji Niemiec Zachodnich oraz opowiadających się za pokojem wewnętrznym w Polsce Ludowej. Bohaterstwo polegało na tym, iż był jednym z dwóch autorów, a nie bohaterem książki. Opisywał żołnierzy walczących o niepodległość Polski, jako tych, co walczyli z komunistami przed drugą wojną, w czasie niej i po jej formalnym zakończeniu. Żołnierzy Niezłomnych nazywał bandytami. Książkę tę należy wyszukiwać w skorowidzach według tytułu, ponieważ tak się ukrywa nazwisko autorów. Ze wstydu.
Przez następne lata udawał już tak zwanego "inteligentnego katolika", potem został premierem komunistycznego rządu. Tak, komunistów było w nim dostatek. Także wielu patriotów ludowych, którzy rzetelnie informowali władze. Skład był następujący: Tadeusz Mazowiecki (Solidarność) - prezes Rady Ministrów PRL Leszek Balcerowicz (Solidarność) - wiceprezes Rady Ministrów, minister finansów Czesław Janicki (ZSL) - wiceprezes Rady Ministrów, minister rolnictwa, gospodarki żywnościowej i leśnictwa Jan Janowski (SD) - wiceprezes Rady Ministrów, kierownik Urzędu Postępu Naukowo-Technicznego i Wdrożeń Czesław Kiszczak (PZPR) - wiceprezes Rady Ministrów, minister spraw wewnętrznych Jacek Ambroziak (Solidarność) - minister, szef Urzędu Rady Ministrów Artur Balazs (Solidarność) - minister-członek Rady Ministrów (ds. socjalnych i cywilizacyjnych wsi) Aleksander Bentkowski (ZSL) - minister sprawiedliwości Izabella Cywińska (Solidarność) - minister kultury i sztuki Aleksander Hall (Solidarność) - minister, członek Rady Ministrów (ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami) Bronisław Kamiński (ZSL) - minister ochrony środowiska i zasobów naturalnych Andrzej Kosiniak-Kamysz (ZSL) - minister zdrowia i opieki społecznej Marek Kucharski (SD) - minister-członek Rady Ministrów (ds. organizacji resortu łączności) Jacek Kuroń (Solidarność) - minister pracy i polityki socjalnej Aleksander Mackiewicz (SD) - minister rynku wewnętrznego Jerzy Osiatyński (Solidarność) - minister, kierownik Centralnego Urzędu Planowania Aleksander Paszyński (Solidarność) - minister gospodarki przestrzennej i budownictwa Henryk Samsonowicz (Solidarność) - minister edukacji narodowej Florian Siwicki (PZPR) - minister obrony narodowej Krzysztof Skubiszewski (Solidarność) - minister spraw zagranicznych Tadeusz Syryjczyk (Solidarność) - minister przemysłu Marcin Święcicki (PZPR) - minister współpracy gospodarczej z zagranicą Witold Trzeciakowski (Solidarność) - minister-członek Rady Ministrów, od grudnia 1989 przewodniczący Rady Ekonomicznej Franciszek Wielądek (PZPR) - minister transportu, żeglugi i łączności.
Jak koń jest każdy widzi
Można by długo pisać o grubej kresce, czyli braku rozliczenia komunistów, o planie kolegi Balcerowicza, o innych wielu złych rzeczach. Tylko po co?
Sama czynność podejmowania uchwał z okazji urodzin osób, które umarły, jest niedobra. Już same urodziny są zwyczajem pogańskim, ponieważ Katolicy świętują imieniny, czyli składają hołd swojemu patronowi. W historii Polski mamy przynajmniej sto bardzo zasłużonych osób, więc gdyby obchodzić ich urodziny co dziesięć lat, to przeciętnie wypadałoby dziesięć świąt urodzinowych rocznie, w zaokrągleniu raz w miesiącu. Szybko by się to wszystkim znudziło.

Ubywa Polaków

5 września 2016

Krytycy nagle zauważyli, iż mamy kryzys demograficzny, a program 500+ niczego nie poprawił. I mają dwa razy rację. I dwa razy nie mają. Po pierwsze nie zauważyli, iż ujemny przyrost naturalny(czyli poniżej 2, chociaż reprodukcja jest wyzerowana przy wskaźniku 2.05) mamy od 1989. Odpowiadają za niego wszystkie rządy ostatniego ćwierćwiecza. Po drugie, każde dziecko wie, iż od czasu wprowadzenia programu nie urodziło się jeszcze żadne dziecko, gdyż potrzeba na to około dziewięciu miesięcy. I jeszcze trzeba czasu na przemyślenia, na refleksję.
Sam program 500+ to za mało. Trzeba stworzyć odpowiednie warunki mieszkaniowe. Tymczasem buduje się głównie małe mieszkania o powierzchni 40-50 metrów kwadratowych, które są relatywnie droższe od tych większych. Na mieszkanie trzeba uzyskać kredyt, o co wcale nie łatwo, a banki (tymczasowi właściciele mieszkań) zarabiają krocie, często podwajając ceny mieszkań. Niska płaca mężczyzn nie pozwala na utrzymanie rodzin, kobiety muszą pracować, żeby utrzymać jedno, jedyne dziecko.
W 1939 opracowano w Niemczech i w 1942 poprawiono tak zwany plan Himmlera, którego celem była depopulacja Słowian, szczególnie Polaków. Plan zakładał wywożenie zamężnych kobiet i mężczyzn na roboty do Niemiec w celu rozdzielenia rodzin. Opieka medyczna miała być redukowana do minimum z wyjątkiem epidemii, których zwalczanie miało najwyższy priorytet. Propagowano aborcję, nazywaną wtedy spędzaniem płodu, a obecnie mordowaniem dzieci nienarodzonych. Zachęcano do rozwiązłości seksualnej, która obniża dzietność. Zniechęcano kobiety do rodzenia pierwszych dzieci w najlepszym biologicznym wieku (21-25 lat) i drugim optymalnym (25-29). Reklamowano homoseksualizm.
Skąd my to znamy? Po 1989 dzieje się to samo. Tylko nie trzeba zmuszać młodych Polaków do wyjazdów. Jeżdżą sami do Niemiec, do Anglii... A kobietom wmawia się, iż najważniejsza jest ich kariera zawodowa, iż na dzieci będzie czas później. W efekcie rozkład wiekowy Polaków nie jest już piramidą i ma kształt owalny, co prowadzi do starzenia się społeczeństwa.

Nadzwyczajny kongres

4 września 2016

Wczoraj odbył się tak zwany nadzwyczajny tak zwany kongres tak zwanych sędziów polskich. Tylko z powodu braku miejsc w szpitalach psychiatrycznych nie przyjechali po nich sanitariusze z kaftanami bezpieczeństwa. Oczywiście zbierać się każdy może, w czasach tak zwanej poprawności politycznej każdy może odczuwać świat po swojemu, każdy może czuć się Napoleonem. Co ciekawe, wcześniej nie było żadnych kongresów, nawet tych zwyczajnych.
Podjęto uchwałę o treści "Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich z całą stanowczością stwierdza, że w dotychczasowej historii wolnej Polski sędziowie różnych szczebli sądów i trybunałów nie byli przedmiotem tak drastycznych działań zmierzających do obniżenia ich autorytetu". Konkretnie nie wiadomo, o co chodzi. Porównanie w stopniu równym nie zostało dokończone. Można być głupim jak Einstein, można być mądrym jak debil. Dowodów na poparcie tezy brak, ale przecież podczas studiów prawniczych nie wykłada się teorii dowodów sądowych. To skąd biedacy mają to umieć? A czytanie źródłowej książki Andrzeja Wyszyńskiego, gdzie jest wyłożona komunistyczna teoria dowodów sądowych nie należy do dobrego tonu. Można by sięgnąć to książki Pawła Horoszewskiego "Kryminalistyka", która dostępna jest w antykwariatach, ale trzeba chcieć ją przeczytać, zrozumieć i stosować. Obecnie sędziowie oceniają według swego widzimisię.
Głos zabrał też kolega Zoll. Powiedział między innymi Nie jest politykiem prof. Rzepliński, co mu zarzucają władze, nie prowadzi polityki. Posiada tytuł profesora, nie nie potrafi poprawnie zbudować zdania. Jak zdał maturę? Zdanie dobrze jest zaczynać od podmiotu. Zdanie podrzędne, zaczynają się od słówka co, bezpośredni odnosi się do ostatniego słowa czyli Rzepliński. A to człowiek, a nie rzecz. I koniec zdania sugeruje, iż mówca nie pamiętał, co powiedział na początku.
Pamiętam, jak w 1991 roku kolega Zoll pełnił zaszczytną funkcję głównego komisarza wyborczego. Podczas spotkania sztabów wyborczych w telewizji polskiej podzielono czas antenowy proporcjonalnie do liczby kandydatów na posłów. Gdy napisałem protest i żądałem równego podziału dla wszystkich sztabów, niezależnie od liczby kandydatów, kolega Zoll odpisał, iż jest za wcześnie, żeby to rozpatrywać i trzeba poczekać, aż czas antenowy zostanie podzielony. Wtedy się bardzo dziwiłem jego logice. Teraz się nie dziwię.
Sędziowie powinni się zająć poprawą prawa. Powinni zaproponować prostą, jednozdaniową zmianę, polegającą na tym, iż najpierw prokurator dowodzi winy, a potem obrona się broni. A sędzie tylko słucha i pilnuje porządku. Obecnie cała rozprawę, w tym wszystkie przesłuchania prowadzi sędzia. I często przekręca zeznania, gdy dyktuje do protokołu swoją wersję wypowiedzi świadka. Sam, kiedyś na pytanie, czy mój ojciec miał inne dzieci, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, iż nic mi o tym nie wiadomo. Do protokołu sędzia podyktował tekst, iż zeznałem, iż ojciec nie miał innych dzieci poza mną. Niby drobna różnica, ale jednak jest.

Wyrok został wydany

3 września 2016

Koleżanka Walc straciła opanowanie. Krzyczy, tupie, obraża. Ma zszargane nerwy. Zachowuje się jak ranne zwierzę, które zostało zagonione do narożnika. Im więcej się miota, im więcej idzie w zaparte, tym bardziej sobie szkodzi. I co raz więcej przyjaciół się od niej oddala. Ostateczne ciosy zadadzą dymisjonowani podwładni.
Wyrok na koleżankę Walc został wydany kilka miesięcy temu. Role zostały podzielone, następuje realizacja planu. Całe media, wszystkie siły społeczne są przeciwko niej. Stopniowo pojawiać się będą kolejne nieczyste sprawy. A pierwszy atak przeprowadziła "Gazeta Wyborcza".
Prawo i Sprawiedliwość nie ma powodu do pośpiechu z dwóch zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, zostały jeszcze dwa lata do końca kadencji i wprowadzenie zarządu komisarycznego spowodowałoby konieczność ogłoszenia wyborów w ciągu trzech miesięcy. A wprowadzenie komisarza 364 dni przed końcem kadencji pozwala mu rządzić prawie przez roku. Po drugie, Warszawa jest silnym bastionem środowiska liberalno-trockistowskiego, które ponad ćwierć wieku rządzi miastem. Biurokraci, urzędnicy samorządowi, państwowi, policjanci, żołnierze barrdzo powoli przechodzą na stronę nowej władzy. Czas pracuje na korzyść Prawa i Sprawiedliwości, którego zmiany pozytywnie kształtują dla nich preferencje wyborcze. Ponadto, ciągnięcie sprawy mocniej uderza w platformę.
Chciwość i pycha (dwa z siedmiu grzechów głównych) nie pozwoliły zrezygnować z prezydentury po dwóch kadencjach. A można było dostać pierwsze miejsce, gwarantujące pewny awans na posła eurosojuza. I większe pieniądze, w dodatku nieopodatkowane. I pięć lat spokoju.

Nowy powód do protestu

25 marca 2016

Wybitna komediantka Janda, która o wolność i demokrację walczyła od początku lat siedemdziesiątych, a to jako czarna chmura, a to jako kobieta z marmuru, a to jako kobieta z żelaza. Szła ręka w rękę z ówczesnymi zbowidowcami, budując demokrację pod dowództwem wielkiego wodza rewolucji towarzysza Stalina. Przez wiele lat była na czele frontu ideologicznego, jako ulubiona komediantka wybitnego kolegi Wajdy. Było jej dobrze.
Jedenaście lat temu przejęła kino Polonia, a pięć lat później kino Ochota. Z pewnością nie dokonała zakupów obiektów, może je wynajmuje, może dzierżawi. Jednakże otrzymała praktycznie dwie sale teatralne, które nie wymagały wielkich zabiegów adaptacyjnych. W salach, obecnie teatralnych, wystawia tak zwane spektakle. Ma także darmową reklamę, ponieważ zarząd Warszawy nazwał przystanek tramwajowy nazwą jej teatru. Poprzednia nazwa przystanku pochodziła od sąsiedniej ulicy, pochodnej od dużego miasta.
Sztuki, jak sztuki. Byłem raz, nie tak całkiem dawno. Na scenie dwie wybitne komediantki, prywatnie matka z córką, najpierw udawały się, iż się kłócą, potem łkały, potem się pogodziły. Ot wybitna fabuła wybitnego hamerykańskiego pisarza. Nie mogłem ziewać, nie śmiałem się z wybitną widownią, ale doczekałem końca. Przemnożyłem liczbę widzów przez cenę biletów, podzieliłem przez dziesięć (uwzględniłem bileterki, pana od światła, sprzątaczki) i wyszła mi dniówka, na którą musiałbym pracować wiele tygodni. Oceniłem, iż to dochodowy interes.
A dziś, wybitna komediantka narzeka, skarży się, iż nie otrzymała wielotysięcznej, a może nawet milionowej dotacji od państwa, czyli od wszystkich Polaków, którzy płacą podatki. Jej się to należy, przecież jest taka wybitna. Jak wiemy, komedianci zajmują się głównie udawaniem innych ludzi. Naśladują, przedrzeźniają, powtarzają wyuczone na pamięć gotowe teksty. Lepiej lub gorzej, ale robią tylko to. Mają też seriale. Wyżej wymienione, matka z córką, od dwudziestu lat dostają pieniądze za pokazywanie się w tasiemcu w pierwszym programie polskiej telewizji. To chyba z głodu nie umierają. Są jeszcze reklamy.
W rzeczywistości komedianci pasożytują na całym społeczeństwie. Otrzymują pieniądze za ideologiczne pranie mózgów telewidzów. Nie płacą składek na ZUS, więc nie mają potem emerytur. I żądają, żebyśmy im płacili emerytury. Komedianci płacą tylko zdrowotne, z którego 5/6 odliczają od podatku. Tracą na tym ledwie nieco ponad pięćset złotych rocznie. Żądanie dotacji wynika z chciwości. Zdumiewa, iż wybitna komediantka Janda, nie rozumie, iż nie powinna o tym wrzeszczeć na całe gardło, iż powinna w milczeniu cierpieć, iż nie okradła społeczeństwa. Przecież jej teatry są takim samym przedsięwzięciem zarobkowym jak każdego innego człowieka. Komediantka Janda nie dopłaca do ciężkiej pracy innych ludzi. Gdy tak robiła, wszyscy by się pukali w czoło. Nie słyszałem też, by ktoś żądał, aby go dofinansowywała. I tak mamy powód do kolejnego marszu. W pierwszą sobotę po świętach.

Problemy zbowidu

23 marca 2016

Spotykamy zbowidowców od czasu do czasu. Pamiętam, jak w grudniu, rodzice mojej uczennicy spytali mnie, czy idę na marsz. Spytałem, na jaki marsz. Jak to na jaki? W obronie konstytucji. Spytałem, co się stało z konstytucją? No jest zagrożona. Czym? Na to pytanie nie potrafili odpowiedzieć. Mieli obłęd w oczach, mieli strach w oczach, mieli nienawiść w oczach. Nie mieli argumentów. Ślepo wierzyli, ślepo ufali, ale nie rozumieli nic a nic. Zastanowiłem, czemu nie chcą posługiwać się rozumiem, czemu się chwilę nie zastanowią? Czemu mają wyłącznie odruchy Pawłowa?
Kilka dni później rozmawiałem z innym uczniem, który był z rodzicami na tym właśnie marszu. Chłopcu marsz się bardzo podobał, ponieważ dostał trąbkę, którą mógł używać do woli. Zwykle karci się go za hałasowanie. Podobało mu się, iż mógł głośno krzyczeć a na koniec dostał okrągły znaczek z literkami KaODe. Na kolejne marsze już nie poszedł, nie wiedział czemu. Może trąbek zabrakło...
Wypowiadają się również wybitni eksperci, wybitne autorytety. Wybitna komediantka i jednocześnie wybitna prawniczka Jabłczyńska oświadczyła, iż władza jest co raz bardziej bezczelna oraz, iż nasze prawo obowiązujące nakazuje publikację takich wyroków Nie powiedziała jakich, ale miała na myśli ostatni tekst trybunału. Nie uzasadniała. Zresztą, chyba nie pamiętała wyuczonego tekstu.
Inna wybitna komediantka Ostaszewska narzeka, iż Naruszane są wszelkie nasze wolności. Wiele ludzi o tym mówi i zadaje sobie pytanie, czy trochę nie przynudzamy. Ale myślę, że nie, bo galop tego zawłaszczania przestrzeni wolności i agresji jest przerażający. Trudno zrozumieć sens, nie wiadomo, czemu użyła słowa "wszelkie". Chyba też zapomniała tekstu, a samo słowo "przynudzanie" nie przystoi wybitnej komediantce. "Przerażający galop", "przestrzeń wolności i agresji", "zawłaszczanie" brzmią dziwnie.
Jednak jest to typowe dla bojowników o wolność i demokrację. Nie mogą mówić zrozumiale, ponieważ nawet małe dziecko zauważy, iż kłamią i bredzą. Muszą kręcić, używać słów, które do siebie nie pasują, które nie wiadomo, co oznaczają w danym kontekście. Muszą bełkotać. I nie potrafią ukryć strachu, jaki w nich siedzi, nie potrafią ukryć choroby z nienawiści.


Komitet Obrony Monte Cassino

19 marca 2016

Jeszcze nie tak dawno w niektórych polskich miastach były ulice Obrońców Monte Cassino. Piękna nazwa, a przecież wszyscy dokładnie wiemy, kto atakował klasztor Benedyktynów na wzgórzu, a kto go bronił. Niektórzy potrafią zanucić nawet "Czerwone maki". Oczywiście mamy na myśli wydarzenia z 1944 roku, gdy Drugi Korpus Polski zdobył klasztor, przełamał tak zwaną linię Gustawa i otworzył wojskom sprzymierzonym drogę do zdobycia Rzymu. A jednak takie ulice w Polsce były jeszcze ćwierć wieku temu. Czy nazewnicy nie byli tego świadomi? Czy celowo to robili?
Można to nazwać nieporozumieniem, brakiem wiedzy, złą wolą. Ale historia lubi się powtarzać. Obecnie został reaktywowany związek bojowników o wolność i demokrację. Zacna organizacja nawiązuje do tradycji. Do tradycji tych, którzy utrwalali tak zwaną władzę ludową w imieniu Związku Radzieckiego i dla dobra tegoż Związku Radzieckiego. Pierwszym komisarzem był sam towarzysz Jóźwiak, przydomek Witold. Potem towarzysze Moczar, Wroński, Sokorski. Zacytuję Wikipedię, chociaż nie uznaję jej za wiarygodne źródło informacji. Prezesami Rady Naczelnej byli kolejno: Józef Cyrankiewicz (1949-1972), Piotr Jaroszewicz (1972-1980), Mieczysław Moczar (1980-1983), prof. Henryk Jabłoński (1983-1990). W skład centralnych władz ZBoWiD (szczególnie w skład fasadowej, obradującej jedynie raz do roku Rady Naczelnej) wybieranych na kolejnych kongresach związku (1959, 1964, 1969, 1974, 1979 oraz 1985) wchodzili zawsze przedstawiciele najwyższych władz PRL, włącznie z I sekretarzem KC PZPR, premierem, przewodniczącym Rady Państwa PRL, członkowie rządu i Rady Państwa, prezesi ZSL i SD, generalicja, członkowie kierownictwa MSW, a także znani kombatanci i weterani, głównie z lewicowego ruchu oporu (AL), ale także byli żołnierze AK. Wieloletnimi członkami władz ZBoWiD byli m.in.: Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski (od 1974 honorowy prezes Zarządu Głównego, od 1985 honorowy prezes Rady Naczelnej), Edward Gierek, Władysław Gomułka (członek Rady Naczelnej aż do śmierci w 1982), Marszałek Polski Marian Spychalski (członek Rady Naczelnej aż do śmierci w 1980), gen. armii Wojciech Jaruzelski (wiceprezes Rady Naczelnej 1972-1990, gen. broni Zygmunt Berling (wiceprezes Rady Naczelnej 1974-1980), gen. dyw. Mieczysław Grudzień (wiceprezes Rady Naczelnej 1974-1990) i inni. Rada Naczelna liczyła zazwyczaj ok. 350-500 członków, a Zarząd Główny ok. 60-100 członków.
I jeszcze raz Władze naczelne wybrane podczas V Kongresu ZBoWiD na kadencję w latach 1974-1979: Prezes honorowy Zarządu Głównego ZBoWiD: Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski Prezes Zarządu Głównego ZBoWiD: Stanisław Wroński Wiceprezesi Zarządu Głównego ZBoWiD: gen. dyw. Wacław Czyżewski, Roman Gesing, gen. dyw. Franciszek Księżarczyk, Jadwiga Łokkaj, płk Jan Mazurkiewicz "Radosław", gen. broni Józef Urbanowicz Sekretarz Generalny: Stanisław Kujda Członkowie Prezydium Zarządu Głównego: Janina Balcerzak, Michał Chilczuk, Edward Duda, gen. dyw. Zygmunt Huszcza, prof. Kazimierz Kąkol, Antoni Korzycki, Włodzimierz Lechowicz, gen. bryg. Norbert Michta, gen. bryg. Stanisław Okęcki, Halina Pietkiewicz, Mieczysław Róg-Świostek, Wacław Rózga, Włodzimierz Sokorski, Janusz Wieczorek, Wojciech Żukrowski Członkowie Zarządu Głównego (wybrani): Gustaw Alef-Bolkowiak, Maria Stypułkowska-Chojecka ps. "Kama", Janina Czaja-Waluda, gen. dyw. Jan Czapla, płk Paweł Dąbek, Stanisław Ryszard Dobrowolski, gen. bryg. Edward Dysko, Elżbieta Dziębowska, Krystyna Gromek, płk prof. Emil Jadziak, Henryk Korotyński, Roch Kostrzewa, Jan Karol Kostrzewski, gen. dyw. pil. Jan Raczkowski, Kazimierz Rusinek, płk pil. Stanisław Skalski, Kazimierz Smoleń, Ludomir Stasiak, gen. bryg. Kazimierz Stec, Zygmunt Surowiec, Halina Szwarc, gen. dyw. Czesław Waryszak, gen. dyw. Zygmunt Zieliński Prezes Rady Naczelnej ZBoWiD: Piotr Jaroszewicz Wiceprezesi Rady Naczelnej ZBoWiD: gen. broni Zygmunt Berling, gen. dyw. Mieczysław Grudzień, prof. Jan Zygmunt Jakubowski, gen. armii Wojciech Jaruzelski, gen. dyw. Mieczysław Moczar, płk Zygmunt Netzer, Józef Ozga-Michalski, gen. bryg. Franciszek Skibiński, Eugeniusz Szyr, gen. bryg. Jerzy Ziętek Sekretarz Prezydium: Paweł Dubiel Członkowie Prezydium Rady Naczelnej: Lesław Bartelski, Janina Broniewska, płk Paweł Dąbek, Elżbieta Dziębowska, płk Władysław Gołąbek, Michał Issajewicz, Mieczysław Kaczor, Henryk Korotyński, gen. dyw. Teodor Kufel, Bernard Łuczewski, Stanisław Pawlak, gen. dyw. Włodzimierz Sawczuk, Stefan Sokołowski, Henryk Szafrański. Członkowie Rady Naczelnej (wybrani - łącznie 356 członków): Jerzy Albrecht, Gustaw Alef-Bolkowiak, Janina Balcerzak, płk Bazyli Braiłowski, Janusz Burakiewicz, gen. bryg. Benedykt Cader, gen. dyw. Bolesław Chocha, Maria Stypułkowska-Chojecka ps. "Kama", Jan Chyliński, gen. bryg. Jan Cieślik, Józef Cyrankiewicz, Janina Czaja-Waluda, gen. dyw. Jan Czapla, Bohdan Czeszko, gen. dyw. Wacław Czyżewski, gen. bryg. Mieczysław Dębicki, Jan Dobraczyński, Stanisław Ryszard Dobrowolski, Wit Drapich, Edward Duda, gen. bryg. Edward Dysko, gen. bryg. Andrzej Freń, gen. bryg. prof. Marian Garlicki, Roman Gesing, Edward Gierek, Władysław Gomułka, Krystyna Gromek, prof. Janusz Groszkowski, Zdzisław Grudzień, Stanisław Gucwa, Tadeusz Hołuj, ks. płk Julian Humeński, gen. dyw. Zygmunt Huszcza, Janina Ignasiak-Minkowska, prof. Henryk Jabłoński, płk prof. Emil Jadziak, wiceadmirał Ludwik Janczyszyn, płk Marian Janic, gen. bryg. Marian Janicki, gen. bryg. Artur Jastrzębski, Helena Jaworska, Stefan Jędrychowski, Jerzy Jodłowski, gen. broni Józef Kamiński, prof. Kazimierz Kąkol, gen. bryg. Czesław Kiszczak, Lech Kobyliński, Emil Kołodziej, Antoni Korzycki, Roch Kostrzewa, prof. Jan Karol Kostrzewski, gen. bryg. Józef Kowalski, płk prof. Eugeniusz Kozłowski, Władysław Krasnowiecki, Wincenty Kraśko, Władysław Kruczek, gen. bryg. Leszek Krzemień, gen. dyw. Franciszek Księżarczyk, Stanisław Kujda, gen. dyw. Józef Kuropieska, gen. dyw. Eugeniusz Kuszko, Włodzimierz Lechowicz, Leon Lendzion, Ignacy Loga-Sowiński, Jadwiga Łokkaj, Władysław Machejek, płk Bazyli Maksimczuk, Stanisław Marcinowski, płk Jan Mazurkiewicz "Radosław", gen. bryg. Norbert Michta, gen. bryg. Mirosław Milewski, Stefan Misiaszek, gen. dyw. Eugeniusz Molczyk, Lucjan Motyka, gen. dyw. Zbigniew Nowak, gen. dyw. Mieczysław Obiedziński, gen. bryg. Stanisław Okęcki, Kazimierz Olszewski, Tadeusz Łęcki "Orkan", Edmund Osmańczyk, gen. dyw. pil. Roman Paszkowski, Halina Pietkiewicz, kontradmirał Henryk Pietraszkiewicz, Józef Pietrusiński, gen. bryg. Henryk Piętek, płk Janusz Przymanowski, Edmund Pszczółkowski, Jerzy Putrament, gen. dyw. pil. Jan Raczkowski, Wacław Rózga, Kazimierz Rusinek, Michał Rusinek, prof. Zygmunt Rybicki, prof. Kazimierz Secomski, płk Kazimierz Sidor, gen. dyw. Florian Siwicki, płk pil. Stanisław Skalski, Kazimierz Smoleń, Włodzimierz Sokorski, Marszałek Polski Marian Spychalski, Roman Stachoń, Ludomir Stasiak, gen. bryg. Kazimierz Stec, Zygmunt Surowiec, gen. bryg. Franciszek Szlachcic, Jerzy Sztachelski, Halina Szwarc, gen. bryg. Stefan Szymański, Kazimierz Świtała, Zdzisław Tomal, gen. dyw. Tadeusz Tuczapski, Wacław Tułodziecki, prof. Stanisław Turski, gen. broni Józef Urbanowicz, gen. dyw. Czesław Waryszak, prof. Andrzej Werblan, Janusz Wieczorek, płk Eugeniusz Iwańczyk "Wiślicz", gen. dyw. Kazimierz Witaszewski, Paweł Wojas, Emil Wojtaszek, Stanisław Wroński, Czesław Wycech, gen. bryg. Jan Wyderkowski, płk Zbigniew Załuski, gen. dyw. Janusz Zarzycki, płk Andrzej Zbyszewski, gen. dyw. Zygmunt Zieliński, Wojciech Żukrowski, Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej: Aleksander Burski przewodniczący Głównego Sądu Koleżeńskiego: gen. bryg. Leon Nałęcz-Bukojemski. Prawda, jakie doborowe towarzystwo?
Czym się zajmuje współczesny zbowid? Ano nie potrafi się pogodzić z prawami demokracji, nie potrafi się pogodzić z demokratyczną decyzją suwerena, czyli narodu polskiego, który zagłosował i wybrał tak, jak wybrał. Tak naprawdę walczy przeciwko demokracji.Możemy się zastanowić, czy zbowidowcy wierzą w to, czy niczego nie rozumieją.
Narkomem, czyli komisarzem narodowym zbowidu jest kolega Kijowski. Zacytuję Wikipedię, chociaż nie uznaję jej za wiarygodne źródło informacji. Studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, zmienił uczelnię na Instytut Studiów nad Rodziną przy Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, po roku przeniósł się na dziennikarstwo. Porzucił studia, by podjąć pracę w przedsiębiorstwie krawieckim, gdzie projektował śpiwory i kurtki puchowe. W 1991 rozpoczął pracę w dziale informatycznym "Gazety Wyborczej". Z końcem 1993 podjął pracę w Centrum Edukacji Komputerowej, gdzie szkolił administratorów sieci. (...) W 1990 był członkiem założycielem Ruchu Obywatelskiego Akcji Demokratycznej. I to wszystko wyjaśnia. Bardzo mi się podoba, iż wygląda na to, iż wiele nauczył się w redakcji, tak wiele, iż potem uczył innych. No i ten ROAD kolegi Bujaka... A poruszanie sprawy alimentów, których podobno nie płaci swoim dzieciom, nie powinna być nigdy poruszana. To nie jest eleganckie. Sprawy prywatne zostawiamy w domu.

Zamatowany Trybunał Konstytucyjny

13 marca 2016

Jest oczywistą oczywistością, iż rząd powinien opublikować orzeczenie trybunału. Jednakże nie ma orzeczenia, ponieważ ostatnie posiedzenie nie miało kworum. Zgodnie z obowiązującą ustawą, orzeczenie wydaje trzynastoosobowe gremium. Wydaje się, iż nic prostszego, jak dopuścić do orzekania jednego, dwoje, czy trójkę sędziów, którzy zostali zaprzysiężeni przez prezydenta. Wszak zawsze koledzy kolegi Rzeplińskiego mieliby przewagę dwóch trzecich głosów. Przy 13 i 14 sędziach, dwie trzecie wynosi 9 sędziów, natomiast przy 15 - 10. Grupa bojowników o wolność i demokrację liczy obecnie 10 sędziów, ale w kwietniu straci jednego, ponieważ kończy mu się kadencja. I wtedy wszystko wisiałoby na stuprocentowej frekwencji. Ale i tak niedługo, ponieważ pod koniec roku z gry wypada kolega Rzepliński. A do końca roku niedaleko.
Sprawa jest prosta jak konstrukcja gwoździa czy cepa. Zgodnie z konstytucją obowiązuje ostatnia ustawa i zgodnie z nią trybunał musi działać. Ustawa jest domyślnie zgodna z konstytucją dopóty, dopóki nie zostanie zaskarżona, dopóki trybunał nie stwierdzi niezgodności z konstytucją i dopóki nie przejdzie przez procedurę parlamentarną w celu naniesienia poprawek.
Jak wiemy, poprzedni parlament (nie wiem, czemu wszyscy żądają, aby błędy parlamentu naprawiał rząd) nie wykonał ponad 60 decyzji trybunału. Jak wiemy również, w trybunale zalega ponad 200 wniosków o badanie zgodności z konstytucją. To nieróbstwo i lenistwo wysokopłatnych sędziów do takiego stanu doprowadziło, ponieważ zajmowali się wyłącznie sprawami, którymi chcieli się zajmować, łamiąc prawa obywateli do zajęcia się ich sprawą, łamiąc konstytucję. Wymóg załatwiania spraw po kolei nie blokuje więc trybunału. Zresztą bym go zastąpił innym w brzmieniu: jeśli skarga nie zostanie rozpatrzona w ciągu miesiąca od jej wniesienia, wszyscy sędziowie i pracownicy trybunału otrzymują dochody o 10% mniejsze. I tak za każdą sprawę. Widać, iż mogliby otrzymywać ujemne pensje, czyli płacić kary. To by ich zmobilizowało. Za opóźnienia odpowiada oczywiście przewodniczący.
Zarzut braku opóźnienia wejścia ustawy w życie jest jedynym słusznym, zresztą dyskusyjnym. Trybunał sam sobie zafundował dwumiesięczne vacatio legis, nic nie robiąc w styczniu i w lutym. Inne zarzuty nie mają odniesienia w konstytucji, brak uzasadnienia.
Ciekawe, czemu wcześniej nigdy nie słyszeliśmy o tak zwanej komisji weneckiej? Jeszcze ciekawsze, czemu wcześniej tak zwana komisja niczym innym się nie zajmowała? Zdumienia fakt, iż zamiast poszczuć psami komisarzy, odesłać ich z lotniska z powrotem, czołowi polscy politycy pozwalali się przesłuchiwać. Teraz tego żałują.


Ostatnia modyfikacja podstrony: 21:58 22.04.2017.

© 2015 Piotr Kaczorowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.